GEOCACHINGPLUS - 2014/2025

Nasza Chorwacja czyli podróż na wyspę Brać. Cz.2

Część 1 – Tutaj

Ten dzień spędzamy na miejscu, chodzimy po całej Pucisca sprawdzamy gdzie są sklepy, oglądamy port oraz okoliczne knajpki i restauracje.  Ceny w sklepach są wyższe niż w Polsce ale tragedii nie ma.  Popołudnie spędzamy na plaży. W Pucisca są dwie małe  sztuczne żwirkowe plaże, na jednej z nich znajduje się prysznic ze słodką wodą. Kto pływał w słonych wodach Adriatyku ten wie jaki to komfort opłukać się później w słodkiej wodzie.  Dzieciaki mają frajdę, Krystian mógłby wcale nie wychodzić z wody, szaleństwo, nurkowanie, pływanie, zbieranie kamyczków. Nasza ekipa liczy cztery osoby dorosłe (Ja, Karolina, Leszek i Marysia), jedna osoba zaliczana do grupy młodzieżowej :-) (Wiktoria) i troje dzieciaków w wieku od 5 do 10 lat (Adrian, Krystian i Maja), czyli dzieje się, oj dzieje.

 

Następnego dnia wyruszamy do imprezowej części wyspy czyli na Bol, ze swoim pięknym „Zlatnim Ratem” (Złotym Rogiem). Jak mówią niektórzy jest to jedna z najpiękniejszych plaż na Adriatyku i największych atrakcji turystycznych Chorwacji. Jak dla mnie trochę przereklamowana, wolę małe i ciche zatoczki, ale czy można sobie odpuścić będąc tu pierwszy raz?, raczej nie.  Jedziemy wąskimi krętymi drogami, raz jesteśmy na górze, raz na dole. Podziwiamy górski krajobraz, wiejskie domki, pola drzewek oliwkowych, pasące się na zboczach owieczki, winnice ze swoimi polami winorośli itd. Dojeżdżamy do Bol, tankuję samochód na stacji INA za 250HRK, nie wiem jak tu z jakością paliwa więc jestem ostrożny. Następnie szukamy miejsca parkingowego, niestety dookoła tylko płatne parkingi,  trudno, nie będziemy jeździć w kółko i szukać bezpłatnego miejsca. Wjeżdżamy na parking płatny i płacimy 60HRK za cały dzień. Sprawdzam temperaturę jest 32 stopnie. Po krótkim spacerku wchodzimy na plażę zwaną „Złotym Rogiem”. To zupełnie coś innego, niż ciche zatoczki w Pucisca, wielkie fale, tłumy ludzi, dookoła cały czas coś się dzieje. Więc „plażing” i zabawa aż do późnego popołudnia. Wracając robimy zakupy w sklepie „Tommy” i jedziemy do domu. Wieczorem siedzimy sobie na tarasie, popijamy winko i delektujemy się tutejszym serem i oliwkami.

W czwartek po śniadaniu pojechaliśmy do miejscowości Povlia, we wschodniej części wyspy, a dokładniej do miejsca które nazywa się zatoką Ticja Luka z krystalicznie czystą wodą. W centrum Povlia trzeba jechać prawą stroną wybrzeża aż do samego końca. Zaparkowaliśmy w cieniu pod drzewkiem i zabierając cały sprzęt plażowy udaliśmy się do zatoczki. Samo miejsce przypomina żwirowisko z wydrążonymi kanałami wodnymi. Naprawdę warto tam przyjechać, totalna oaza spokoju. W drodze powrotnej, zjechaliśmy na chwilę do miejscowości Selca, gdzie Karolina w pobliskim sklepie uzupełniała zapasy a ja z Krystianem oglądaliśmy stary neoromański kościół. W pobliżu można również zobaczyć pomnik rosyjskiego pisarza Lwa Tołstoja, czy  Papieża Jana Pawła II. Na końcu dla ochłody zjedliśmy pyszne lody.

W kolejnym dniu postanowiliśmy że pojedziemy na  Vidova Gora. To najwyższy punkt na wyspie Brać oraz najwyższa góra wyspowa w całym Adriatyku. Z Vidova Gora rozciąga się wspaniały widok na plażę Zlatni rat oraz wyspę Hvar. Od północnej strony góry, można wjechać samochodem, co też też uczyniliśmy. Natomiast miłośnicy pieszych górskich wędrówek,  mogą pokonać trasę od jej południowej strony. Prawie na samej górze, jest mały parking samochodowy gdzie zostawiamy pojazd, a dalszą część drogi pokonujemy pieszo. Jeszcze kilkaset metrów i jesteśmy na szczycie, gdzie podziwiamy piękną panoramę. Trzeba być bardzo ostrożnym, brak barierek powoduje u mnie obawy, co chwila upominamy dzieci żeby nie podchodziły za blisko krawędzi. Niestety pogoda  płata nam figla i niebo jest coraz bardziej zachmurzone. Wracamy do domu w samą porę, nad Pucisca rozpętała się burza jakiej dawno nie widzieliśmy, padało przez całą noc.

Rano po burzy nie było śladu a od rana świeciło piękne słońce. Czas zacząć zwiedzanie kolejnych miejsc na wyspie. Tym razem na celownik wzięliśmy sobie małą miejscowość w zachodniej części wyspy Sutivan a w drodze powrotnej pojedziemy jeszcze połazić po Supetar. Leszek z Marysią mieli swoje plany i popłynęli promem do Makarska.  Tak więc sprzęt plażowy spakowany, kasa przeliczona, możemy jechać. W Sutivan bardzo się nam podoba, idziemy wzdłuż wybrzeża, oglądamy port  i robimy zdjęcia. W ciągu dnia panuje tu błogi niczym nie zmącony spokój :-) Jest godzina 9-10 a słońce już  pali niemiłosiernie, lody, szybko lody. Wanilia, malaga, snickers i smerfowy,  siadamy sobie w cieniu drzewa obok kościoła i podziwiamy widoki delektując się pysznymi lodami. Idąc dalej brzegiem morza oglądamy pobliskie budynki, zatoczki, skałki, Wiktoria zbiera kamyczki a Krystian już zapowiada że jest za gorąco na takie chodzenie i szybko musimy się wykąpać. Wszyscy się zgadzają i udajemy się do zatoczki Uvala Likva w której rozkoszujemy się kąpielą.

Dalej – Tutaj

Dodaj komentarz