Wakacje w Chorwacji planowaliśmy od dłuższego czasu. Piękne góry, krystalicznie czyste morze i słońce, czego można chcieć więcej. Kilka miesięcy wcześniej mieliśmy już zarezerwowany apartament na Wyspie Brać w miejscowości Pucisca. Dziesiątki przeczytanych relacji, studiowanie trasy a i tak pozostawało mnóstwo pytań typu – jak?, gdzie?, co zrobić gdy?… Nie odebrało to nam jednak ochoty przeżycia nowej i nieznanej przygody, wręcz przeciwnie, dreszczyk emocji i ciekawość przed nieznanym zrobiła swoje. Wszystko gotowe, samochód, wyposażenie, wykupione ubezpieczenie assistance z holowaniem do 1000km, ubrania, jedzenie, napoje itd. Drugim samochodem jadą nasi znajomi (mamy wspólny apartament). Wyruszamy z Załęża (mała wieś w woj. Pomorskim), nasza trasa wiedzie przez: Polskę, Słowację, Węgry, Słowenię i Chorwację. Około 1640km. Poniżej mapka przedstawiająca naszą trasę.
Startujemy około godz. 11:20 i po 35min wjeżdżamy na autostradę A1. Pierwszy przystanek i nocleg w Łodzi, możecie pomyśleć że za blisko tylko 350km od naszego miejsca zamieszkania, ale nam się nie spieszy. W Łodzi odwiedzamy „Manufakturę” wielkie centrum handlowo-rozrywkowe. Myślimy również o skrzynkach „geo” ale jesteśmy zbyt zmęczeni aby ich szukać. Następnie zatrzymujemy się w hostelu „Molo”. Za 160zł mamy czysty pokoik ze smacznym śniadaniem.
Rano wyruszamy o godzinie 8:00, kierunek Częstochowa, następnie zatrzymujemy się niedaleko Katowic, chyba bardziej koło Sosnowca. Tam spotykamy się z naszymi znajomymi (Jedziemy innym tempem :-)) Pijemy kawkę w McDonald wymieniamy część złotówek na euro, tankujemy do pełna samochód i pędzimy dalej drogą S1. Jeszcze Tychy, Bielsko-Biała, Żywiec i granica Polsko Słowacka – „Zwardoń-Skalite”.
Po drodze obserwujemy jak krajobraz się zmienia, jest coraz bardziej bajkowy, góry robią na nas duże wrażenie. W końcu przekraczamy pierwszą granicę, odczuwamy radość i emocje, nie jesteśmy już w Polsce. Zaraz w Skalite zatrzymujemy się i w sklepie spożywczym kupujemy miesięczną winietę na Słowacką autostradę, płacimy 14EUR. Chwila przerwy, jemy kanapeczki i ruszamy dalej. Po drodze zatrzymujemy się w Kauflandzie, kupujemy trochę jedzenia i parę piwek. Szybko do auta i po kilkunastu kilometrach wjeżdżamy na autostradę D1, którą pędzimy prawie do samej Bratysławy.
Przed Bratysławą skręcamy z autostrady do miejscowości Svätý Jur” gdzie mamy zarezerwowany nocleg w hotelu „Eva”. Na miejscu są już znajomi, wymieniamy się przeżyciami, każdy ma coś do opowiedzenia. Za nocleg płacimy 26EU. Sam obiekt lata świetności ma już za sobą, ale nam w zupełności wystarczy, przecież zostajemy tu tylko na jedną noc. Jemy kolację, rozmawiamy, popijamy słowackie piwko. Potem szybki prysznic i do spania, wstajemy o 3:30. Przed nami trzeci i najdłuższy etap trasy.
Dzwoni budzik, otwieramy oczy, za oknem ciągle mrok ale przecież czekają na nas wakacje w Chorwacji. Szybko wstajemy z łóżek, myjemy ząbki i ruszamy dalej…..czekajcie nie tak szybko, Krystian ciągle śpi w swoim łóżku ha ha ha. W końcu po cichutku wychodzimy (a znajomi śpią , postanowili że wyjadą ok. 6:00) no to ruszamy dalej sami.
Kur…@###&* cholera, straciliśmy 40min. Pochrzaniłem coś w nawigacji i zamiast jechać w kierunku Bratysławy pojechaliśmy z powrotem w kierunku do Polski. W trakcie jazdy Karolina mówi „My już chyba jechaliśmy tą drogą, itd” Oj jak ja byłem wkurzony :-) Korekta w nawigacji i rurka. Bratysława przejście graniczne Słowacja-Węgry w Rajce, kawałek autostradą i na bezpłatną drogę nr 86 kierunek na Szombathely.
Węgry przejechaliśmy w miarę spokojnie, jeden postój i w końcu granica Węgiersko-Słoweńska.
Jako że wybraliśmy trasę ekonomiczną, staraliśmy się unikać płatnych dróg i autostrad. Wjeżdżając do Słowenii zaraz za granicą dojeżdżamy do ronda, jeżeli ktoś wybierze tą trasę to nie wjeżdżajcie na autostradę, kierujcie się na miejscowość Lendava drugi zjazd na rondzie. W Słowenii winiety są drogie, nie radzę również przekraczać dozwolonych prędkości, spotkanie z policją prawie zawsze się wiąże z bardzo wysokimi mandatami.
My się trochę zakręciliśmy, nawigacja pokazuje że droga bezpłatna a znaki mówią coś innego. W końcu jednak dojechaliśmy do przejścia granicznego Słowenia-Chorwacja. Okazaliśmy dowody osobiste i bez zbędnych pytań puszczono nas dalej. Teraz to już tylko Chorwacja.
Droga w Chorwacji coraz bardziej męcząca, miasteczka, ograniczenia do 40-50km znacznie wydłużają czas podróży. Droga do Zagrzebia bardzo się dłuży. W końcu dojeżdżamy do Karlovac i udajemy się drogą D1 aż do samego „Splitu”. Podziwiamy widoki, przejeżdżamy obok Plitwickich Jezior i po kilku godzinach widzimy port w „Splicie”. (co się działo po drodze i w samochodzie nie będę opisywał, tu można by było napisać osobną relację hi hi).
W drodze do Splitu kontaktujemy się ze znajomymi, okazuje się że zaspali w Słowacji i pojechali płatną autostradą A1 w Chorwacji. (najlepszy tekst po obudzeniu się kumpla (Leszka) w Słowacji – (Budzę się podbiegam do okna i krzyczę „Marysia , dzieciaki wstawać szybko, Karoliny i Bastka już bardzo dawno nie ma, he he he…….bardzo dawno”. Okazało się że przyjechali do Splitu szybciej niż my. (ciekawe z jaką prędkością jechali ?) W porcie spóźniamy się na prom i musimy czekać 1,5h. W tym czasie kupujemy bilety (Auto+4 osoby, koszt 266 HRK czyli ok. 150zł) ustawiamy auto i spokojnie czekamy na naszą kolej. Jest godz. 18:10, prom mamy o 19:30. W końcu odpływamy i patrzymy na powoli oddalający się ląd.
Prom na wyspę Brać płynie około 50min. Czujemy zmęczenie ale jesteśmy szczęśliwi że wszystko układa się tak jak to zaplanowaliśmy. Karolina podczas rejsu dzwoni do właścicielki apartamentu i umawia się na odebranie kluczy. My w tym czasie latamy po pokładzie i oglądamy prom. Do Supetaru wpływamy o godzinie 20:47. Kiedy zjeżdżamy z promu jest już ciemno, robimy małe zakupy w Lidlu i kierujemy się do Pucisca czyli do miejscowości w której mamy zarezerwowany apartament. Po spotkaniu się z właścicielami i odebraniu kluczy, jemy kolację, bierzemy prysznic i kładziemy się do spania. Ach bym zapomniał, w kuchni, czekało na nas pyszne ciasto zrobione przez właścicielkę domu, oraz kosz fig. Nie ukrywam że z tym owocem miałem pierwszy raz do czynienia. Zasypiam z myślą że najbliższe dni spędzimy w pięknej portowej osadzie na wyspie Brać.
Następnego dnia budzi nas piękny słoneczny dzień. Karolina krzyczy : „Wstawaj zrobiłam Ci kawę i choć szybko na taras”, wiec wstaje, wchodzę na taras patrzę i mówię: „Ja pi….” a tu widok jak z bajki, piękna zatoczka, góry, woda która mieni się od promieni słonecznych, szum cykad, stoimy zahipnotyzowani dobre parę minut, po czym robię dokładnie tak samo z kumplem Leszkiem który właśnie wstał. Wołam : „Leszek choć szybko na tarasik”, Leszek wchodzi, patrzy i mówi : „Ja pi…..” Jest dobrze, naprawdę dobrze. Kawka, śniadanie i już jesteśmy nad wodą.
Dalej – Tutaj

